Eliza wróciła do domu w nieco lepszym nastroju niż zazwyczaj. Powód był prosty - dziś skończyła liceum. Był to dla niej pierwszy dzień wolności, która miała trwać przynajmniej przez rok. Wbiegła szybko po schodach na górę do swojego pokoju i przebrała się w wygodniejsze ubrania. Właśnie gdy miała sięgać po jeden ze swoich notesów usłyszała wesolutki głos cioteczki Uli:
-Eliza, kochanie myj rączki i chodź szybciutko na obiad!
Na jej twarzy pojawił się grymas, nienawidziła kiedy ciotka mówiła do niej kochanie. Niechętnie wstała i ruszyła w stronę
łazienki. Gdy znalazła się już w kuchni jej oczom ukazała się niziutka,
nieco pulchna, blond osóbka, wiecznie nosząca na swej twarzy uśmiech.
Tak, ta optymistyczna kobietka odziana w fartuszek i nakrywająca do stołu to była właśnie cioteczka Ula. Była ona zupełnym przeciwieństwem wysokiej, szczupłej i co najważniejsze pesymistycznej Elizy.
-O już jesteś! - zawołała radośnie. - Proszę siadaj - mówiąc to nalała dla swej bratanicy pełną miskę rosołu z kury.
Dziewczyna bez słowa wzięła miskę i usiadła przy stole. Zaczęła jeść nie słuchając już tego co mówi do niej ciotka. Myślała co teraz robi jej ojciec, po śmierci matki jedyna bliska jej osoba. Miesiąc temu wyjechał do pracy za granice, ale na jej 18 urodziny miał wrócić.
Mimo, że Eliza skończyła już liceum miała nadal 17 lat. Urodziła się rok później niż pozostali z jej klasy, a do przedszkola poszła w wieku 2 lat tym samym była ze wszystkim rok w przód. Jednak mimo wielu próśb Elizy ojciec nie pozwolił jej zostać samej i ściągną do domu cioteczkę Ulę. Dziewczyna próbowała wyglądać na obrażoną z tego powodu, ale jej to nie wychodziło zbyt kochała ojca by móc być na niego zła.
Gdy obudziła się ze swoich myśli zorientowała się, że zjadła już cały obiad i może udać się na spoczynek do swej jaskini. Weszła do swojego pokoju chwyciła jeden z notesów leżących na biurku i padła na łóżko. Wzięła do ręki ołówek i zaczęła kreślić kreski na jednej z kartek. Gdy skończyła był już wieczór, a na kartce widniał piękny wizerunek galopującego konia. Eliza nie wiedziała dlaczego akurat to zwierzę. Nigdy nie interesowała się końmi, a nawet za nimi nie przepadała. Jednak było coś w nim magicznego, coś co nie dawało Elizie spokoju.
Po wieczornej toalecie udała się na spoczynek. Leżąc długo myślała o swoim rysunku nie wiedząc kiedy i jak zasnęła i myśli przerodziły się w piękny sen.
--------------------------------------------------------
W ten oto sposób powstał pierwszy rozdział. Nie jest on do końca taki jak miał być, ale trudno.
Z chęcią przeczytam wszystkie wasze komentarze (nawet te negatywne).
Szósta linijka od dołu, napisałaś kraski ;)
OdpowiedzUsuńNiezłe :p Kiedy pojawi się pewna nazwa miejscowości xD?
Dzięki, błąd poprawiony ;3
UsuńA co do miejscowości to niebawem...