środa, 21 marca 2012

Przepraszam!

Przepraszam, ale ostatnio miałyśmy małe problemy z weną...
Obiecuję, że do końca tego tygodnia pojawi się nowy rozdział!

poniedziałek, 27 lutego 2012

02. Zaginiona cioteczka Ula

Gdy Eliza się obudziła było już sporo po dziesiątej. Jej wzrok powędrował w kierunku wiszącego nad biurkiem wizerunkiem karego konia. Miną już tydzień odkąd tam wisiał, a dziewczyna dalej nie mogła się przyzwyczaić. Niechętnie wstała i poczłapała w stronę kuchni. Chwyciła coś do jedzenia i wróciła do pokoju. Włączyła  laptopa spoczywającego na biurku.
Po dwóch godzinach wyłączyła komputer i zeszła na dół. Wygrzebała z dużej drewnianej szafy walizkę. Weszła na górę i zaczęła się pakować. Jutro miała wyjechać do Zadupia Środkowego. Była to mała wioska w bliskiej okolicy. Znała ją lepiej niż własne miasto. Odkąd pamięta jeździła tam na wakacje.
Sporządziła listę rzeczy których jej jeszcze brakuje i postanowiła, że dokupi je teraz. Przeczesała swoje długie czarne włosy i wyszła z domu. Na dworze był niemiłosierny upał. Nastolatka niechętnie ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. Nie lubiła korzystać z komunikacji miejskiej. Bus miał przyjechać za dziesięć minut, Eliza usiadła na ciasnej ławeczce i ze zniecierpliwieniem patrzyła na ruchliwą ulicę. Widziała też coś dziwnego w ludziach wszyscy omijali ją szerokim łukiem. Najbliżej jej znajdował się niski rudowłosy chłopak o piegowatej twarzy siedzący na drugim końcu ławki. Widać było po nim, że należy on do osób optymistycznych więc dziewczyna nie zaszczyciła go większą uwagą. Po chwili nadjechał jej autobus.
Po piętnastu minutach nastolatka znalazła się w galerii handlowej "Żuczek". Weszła do najbliższego sklepu z ubraniami i zaczęła szukać bluzek gdy nagle usłyszała znajome głosy. Szybko chwyciła kilka bluzek i schowała się w przymierzalni. Nie miała ochoty na spotkanie z nikim z klasy. Cały czas uważnie nasłuchiwała, w końcu głosy ustały i niepewnie wyjrzała z przymierzalni. Zobaczyła grupkę znajomych dziewczyn wychodzących ze sklepu. Ogarnęła ją nagła ulga i zaczęła dalej przeglądać ubrania.
Ze sklepu wyszła dopiero po godzinie. Obładowana torbami udała się jeszcze do kosmetycznego sklepu gdzie zakupiła jeszcze kilka drobiazgów i udała się znów na przystanek. Niestety miała takie szczęście, że gdy doszła pojazd właśnie ruszył. Ze zrezygnowaną miną usiadła. Następny autobus miał przyjechać za pół godziny. Zaczęła się zastanawiać czy nie szybciej znalazła by się w domu gdyby poszła na piechotę. Po dłuższym namyślaniu się wzięła torbę i ruszyła.
Miała rację, do domu doszła minutę przed autobusem. Wtargała torby na górę i zauważyła, że czegoś jej brakuje. W domu nie było cioteczki Uli która teraz powinna nakrywać do stołu i wołać ją by myła ręce. Eliza automatycznie chwyciła po telefon i wykonała próbę kontaktu - na próżno. Kilka razy jeszcze dzwoniła jednak dalej nikt nie odbierał. Bez namysłu wybiegła i pognała do domu ciotki. Zadzwoniła do drzwi, brak odpowiedzi. Dopiero za trzeci razem usłyszała kroki i zaspany głos zza drzwi:
-Kto się tak dobija?! - w tym momencie przerwał jej kolejny sygnał. - Już idę!
Słychać było przekręcenie się zamka i w drzwiach pojawiła się zaspana postać. Była to cioteczka Ula której mina była bardzo zdziwiona na widok tak jasnego dnia i przede wszystkim Elizy.
-Kochanie co ty tu robisz? - powiedziała cały czas zdziwiona.
-Ciociu jest już prawie czternasta... - nastolatka pierwszy raz poczuła, że jednak ta pulchna istota jest jej naprawdę bliska - Martwiłam się o ciebie...
-Już tak późno?! Eliza wejdź i poczekaj na mnie chwileczkę - podreptała szybciutko do jednego z pokoi i chwilę później wróciła w pełni gotowa do wyjścia.
Kiedy dziewczyna zamykała walizkę z kuchni dobiegł głos oznajmiający posiłek. Umyła ręce i zeszła na dół.
Po posiłku Eliza do wieczora siedziała przed komputerem...
-----------------------------------------------------------------------
Wreszcie zmusiłam mój umysł do napisania tego czegoś powyżej.
 Następny rozdział będzie pisany przez Nieznaną.
Komentujcie! Bo co mi po 105 wejściach jak komentarze są tylko 2 w czym jeden mój?!

poniedziałek, 20 lutego 2012

01. Pierwszy dzień wolności

Eliza wróciła do domu w nieco lepszym nastroju niż zazwyczaj. Powód był prosty - dziś skończyła liceum. Był to dla niej pierwszy dzień wolności, która miała trwać przynajmniej przez rok. Wbiegła szybko po schodach na górę do swojego pokoju i przebrała się w wygodniejsze ubrania. Właśnie gdy miała sięgać po jeden ze swoich notesów usłyszała wesolutki głos cioteczki Uli:
-Eliza, kochanie myj rączki i chodź szybciutko na obiad!
Na jej twarzy pojawił się grymas, nienawidziła kiedy ciotka mówiła do niej kochanie. Niechętnie wstała i ruszyła w stronę łazienki. Gdy znalazła się już w kuchni jej oczom ukazała się niziutka, nieco pulchna, blond osóbka, wiecznie nosząca na swej twarzy uśmiech. Tak, ta optymistyczna kobietka odziana w fartuszek i nakrywająca do stołu to była właśnie cioteczka Ula. Była ona zupełnym przeciwieństwem wysokiej, szczupłej i co najważniejsze pesymistycznej Elizy.
-O już jesteś! - zawołała radośnie. - Proszę siadaj - mówiąc to nalała dla swej bratanicy pełną miskę rosołu z kury.
Dziewczyna bez słowa wzięła miskę i usiadła przy stole. Zaczęła jeść nie słuchając już tego co mówi do niej ciotka. Myślała co teraz robi jej ojciec, po śmierci matki jedyna bliska jej osoba. Miesiąc temu wyjechał do pracy za granice, ale na jej 18 urodziny miał wrócić.
Mimo, że Eliza skończyła już liceum miała nadal 17 lat. Urodziła się rok później niż pozostali z jej klasy, a do przedszkola poszła w wieku 2 lat tym samym była ze wszystkim rok w przód. Jednak mimo wielu próśb Elizy ojciec nie pozwolił jej zostać samej i ściągną do domu cioteczkę Ulę. Dziewczyna próbowała wyglądać na obrażoną z tego powodu, ale jej to nie wychodziło zbyt kochała ojca by móc być na niego zła.
Gdy obudziła się ze swoich myśli zorientowała się, że zjadła już cały obiad i może udać się na spoczynek do swej jaskini. Weszła do swojego pokoju chwyciła jeden z notesów leżących na biurku i padła na łóżko. Wzięła do ręki ołówek i zaczęła kreślić kreski na jednej z kartek. Gdy skończyła był już wieczór, a na kartce widniał piękny wizerunek galopującego konia. Eliza nie wiedziała dlaczego akurat  to zwierzę. Nigdy nie interesowała się końmi, a nawet za nimi nie przepadała. Jednak było coś w nim magicznego, coś co nie dawało Elizie spokoju.
Po wieczornej toalecie udała się na spoczynek. Leżąc długo myślała o swoim rysunku nie wiedząc kiedy i jak zasnęła i myśli przerodziły się w piękny sen.

--------------------------------------------------------
W ten oto sposób powstał pierwszy rozdział. Nie jest on do końca taki jak miał  być, ale trudno.
Z chęcią przeczytam wszystkie wasze  komentarze (nawet te negatywne).

Wstęp

Witam!
Mój umysł dostał we władanie ten oto niewielki kawałek internetu! Postanowił go wykorzystać na zmotywowanie się do napisania pomysłu, który dręczy go już od dłuższego czasu. Opowiadanie będzie dotyczyło 17-letniej Elizy. Więcej dowiecie się o niej w pierwszym rozdziale, który pojawi się już niedługo (może nawet jeszcze dzisiaj).

Od razu mówię, że opowiadanie nie będzie należało do najdłuższych, a także nie każdemu się spodoba.

Z góry przepraszam za wszelki błędy które będą się pojawiały, ale nie jestem wybitną polonistką, a mogę nawet powiedzieć, że z polskim radzę sobie słabo...